Dziwny koniec roku
12 stycznia, 2011
Dziwny ten koniec roku.
Święta zapowiadały się średnio - mama pojechała do Anglii, a babcia postanowiła w tajemnicy przed nią jednak zostać na wsi. Dość karkołomny wybór - zimą samemu jest tam ciężko. W drodze do babci myślałem, że połamię zawieszenie skody, przed wjazdem musiałem odkopać bramę, a przez zmarznięty śnieg nie mogłem wjechać tylko tak daleko, żeby schować samochód za bramą. Gołoledź położyła warstwę lodu na śniegu, na tyle wysoko, że osobowa skoda nie dała rady przełamać lodu. Z kolei idać, łamaliśmy lód, aby zapaść się do pół łydki w śniegu.
Trudne warunki sprawiały, że o wyjeździe na wieś myślałem bez entuzjazmu. Ale Grzesiek, mój szwagier (konkretnie brat żony) przyjechał służbowym pojazdem terenowym. Pojazdem, bo ciężko nazwać przerobionego Nissana Patrol GR zwykłym samochodem. Grzesiek pracuje w firmie, która bada instalacje w terenie - czasem jeździli tym samochodem po lasach i polach bez dróg. Prawdziwa terenówka - rama, tylny most sztywny, napęd na 4 koła z blokadami mostów i reduktorem, do tego założone koła z jakiegoś małego ciągnika - do tego auta się wspina, nie wsiada. Niestety, w trasie ok 15 litrów na 100 km, w mieście 20, w terenie - liczy się na godzinę pracy. Dzień stania w marznącym deszczu dał ciekawe efekt - warstwa lodu grubości ok. 1 cm na całym samochodzie oraz imponujące nawarstwienie lodu na wycieraczkach. Grzesiek pożyczył nam samochód na jeden przejazd - niesamowite wrażenia. Żaden samochód jadący z naprzeciwka nie był wyższy, najwyższy samochód miał dach na wysokości moich oczu. Patrol jest na tyle szeroki, że jeszcze nie przyzwyczajony mijając inne samochody dojeżdżałem maksymalnie do prawej strony i zwalniałem do ok. 20 km/h, żeby nie zahaczyć o inny samochód. Ale po nieodśnieżanych drogach wiejskich przejechałem bez żadnych wrażeń, a po otwarciu bramy mogłem podjechać pod same drzwi. Patrol przetarł trasę tak dobrze, że potem również skoda mogła podjechać pod dom.
We wtorek pojechałem z małżonką na wyjazd służbowy, odwiedzić potencjalnych klientów. Nie chciałem, żeby jechała sama w trasę o długości ponad 300 km, po drogach o niewiadomym stanie, umówiona na konkretną godzinę. Do Słupska jeszcze jechaliśmy drogami krajowymi, ale potem głównie wojewódzkimi. Zgodnie z oczekiwaniami, stan dróg nie pozwalał jechać szybciej niż 50 km/h, a systemy antypoślizgowe (ABS, ASR) pokazywały do czego służą. Do Kościerzyny dojechaliśmy w miarę spokojnie - pierwszy przystanek. Do Sierakowic - trochę wolniej, ale bez tragedii, bo widoki piękne. Niestety, nie mam zdjęć, ale zobaczyć z daleka ślady zwierząt na śniegu, bo nic ich nie może zasłonić - bezcenne wrażenie.
Okolice Sierakowic to dobre ćwiczenie dla ASR, chociaż nie jechałem dynamicznie - nierówno zdjęty lód z drogi. Ale poniższy fragment drogi zasługuje na osobny akapit:
Pokaż Wskazówki dotyczące dojazdu do Trasa 211 na większej mapie
Około 18 kilometrów po lodzie. Już na dojeździe do ronda w Czarnej Dąbrówce ABS był niezbędny, 500 metrów dalej piękny poślizg przy wymijaniu pieszych (odśnieżane są ulice, nie chodniki), a potem lód. 20-30 km/h, i zwalnianie przed zakrętem. Po drodze minęliśmy 2 samochody. Na krajowej 6 do Koszalina czułem się aż dziwnie z taką przyczepnością.
Ale święta były dziwne, bo nie miałem jakoś czasu dla siebie. Nie przeczytałem żadnej książki, nie zagrałem w żadną grę, gdyby nie wyjazd - nie odsłuchałbym żadnej płyty (Kult Unplugged!). Ba, kiedy się napiłem, nawet kaca nie miałem. Ale cały dzień nie prowadziłem samochodu.


















